Z wiatrem we wlosach wokol pobliskich wysp…

Przy sniadaniu w restauracji Mitra Norbi jedynie mi towarzyszyl zadowalajac sie konsumpcja skromnym tostem z maslem. Czas do poludnia przespal (nawet jego ulubiona dyscypline – strzelanie z laseru…), po czym o 14.00 poszlismy na katamaran. Takich wiatrow jeszcze nie mielismy! Pomknelismy niczym blyskawica do oddalonych mocno wysepek, wspomagani moja zylka eksploratora…Cale szczescie, ze od czasu do czasu w Norbim zapala sie kontrolka i mimo moich sugestii, podejmuje meska decyzje i zawraca w odpowiednim momencie… Tym sposobem spoznilismy sie z dotarciem do brzegu zaledwie o 20 minut (bo wiatr blisko brzegu byl znikomy i mielismy problem z droga powrotna…)., a nie – jakby to bylo zapewne w moim przypadku z ta pasja gonitwy za przygoda – o godzine… Wazne, ze nie bylo problemu, a za to bardzo udany rejs;-) Z kulinarnych rozkoszy dzisiaj duzo skromniej korzystalismy niz zazwyczaj, chociaz kolacja byla naprawde wysmienita.

Paradisus Playa Conchal to prawdziwy raj. Mozna tutaj nurkowac, plywac na kajakach, uprawiac „CANOPY” (wspinaczke po drzewach i linach), surfowac, jezdzic na quadach i konno, lowic ryby, zeglowac, szalec na skuterach wodnych… Szerokie spectrum mozliwosci na aktywne spedzenie czasu. Mimo tego wiekszosc ludzi byczy sie na przybasenowych lezakach, pije drinki i upaja „nic nierobieniem”.