Pailon del Diablo na rowerach

Dzis z samego rana (niech to bedzie wersja oficjalna) wypozyczulismy rowery ($5 za sztuke) i popedalowalismy w strone Puyo, naszej nastepnej destynacji. Droga w ta strone fajna, bo mimo, ze do samego Puyo jest okolo 65km to jest to prawie caly czas z gorki. Po drodze minelismy kilka tzw. cascadas czyli wodospadzikow, zaliczylismy przejazd nad jednym z nich „koszem na linie” o dlugosci 200m i wysokosci 100m nad ziemia po czym pojechalismy dalej na Pailon del Diablo. Do tego wodospadu jest okolo 26km ale droga naprawde nie jest meczaca. Nazwa pochodzi stad, ze woda nie spada dzieki li tylko sile grawitacji ale z olbrzymia sila i szybkoscia pod cisnieniem zostaje wyrzucana z otworu w skale. Robi na prawde dobre wrazenie, szczegolnie wpatrujac sie w ta dzika kipiel.

Spowrotem ratuje nas busik, a dla kierowcy, mimo malego bagazniczka dachowego, nasze rowery nie sa problemem – jak sie pozniej okazuje nie jest tez problemem nastepnych piec rowerow ;-) Jedziemy w 16 osob (busik wielkosci Kia Carnival) skladzie 2 amerykanki, 3 francuzow, 4 autochotnow, jedna biala dziewczyna niewiadomego pochodzenia, my, kierowca, pomagier i nasze zbawienie – 2 policjantow. Dlaczego zbawienie? Wczeniej wspominalem, ze na drodze z Banos do Puyo osunela sie skala. Poskutkowalo to naprawde dlugim korkiem w obie strony. Jadac z policjantami mielismy niesamowite szczescie, bo jeden z nich pokazal kierowcy, ze nie ma stac w korku, tylko jechac do przodu wzdluz niego. W pewnym momencie jeden z kierowcow w korku chyba sie wkurzyl, bo zajechal nam droge i tak stal. Policjanci, mlode chlopaki, spojrzeli po sobie, jeden zalozyl czapke, wyszedl i pokazal tamtemu zlosliwemu kierowcy, ze ma natychmiast ustawic sie grzecznie w korku. Tenze tak tez zrobil. Cale zajscie wzbudzilo ogolny dobry nastroj w naszym busiku. Zamiast 3 godzin, do Banos wrocilismy w 30 minut. Policjant co jakis czas wychodzil z auta, badal sytuacje przed nami poczym machal na naszego kierowce, ze mamy jechac dalej :-) Rewelacja!
Dzieki temu tez zdazylismy na autobus do Puyo (znowu bardzo pozno) skad skrupulatnie uzupelniamy dziennik podrozy :-)

Jutro od samego rana jedziemy na dwa dni do dzungli, ktora tu nazywa sie Selva!