Sport, plaza i sjesta w Paradisus…

Zycie w takim resorcie – nie ma co ukrywac – toczy sie w duzej mierze wokol jedzenia.Wybor dan jest tak imponujacy, nawet na sniadanie, ze ciezko jest poruszac sie w tym ogromie kuszacych roznosci. Ciezko jest nawet podjac decyzje co do konkretnej formy sniadania – po francusku, kostarykansku czy amerykansku? Jednakze w ciagu kilku dni dookreslilam wlasne menu. Moje preferencje kulinarne od samego rana kieruja sie w strone porcji swiezych egzotycznych owocow, wyciskanych sokow (moj ulubiony to banan+mango+malina z sokiem pomaranczowym, sok ananasowy) oraz toasta z zoltym serem, wedlina i pomidorem. Do tego kawa con leche i male ciasteczko. Plaza w Playa Conchal jest zadziwiajaco ladna jak na Kostaryke, bo jak sie przekonalismy kraj ten raczej nie slynie z urzekajacych czystych plaz. Dominuja plaze powulkaniczne. Ponadto rzadko tutaj mozna spotkac rosnace przy wybrzezu palmy, choc roslinnosc jest bardzo bujna.

Do dyspozycji gosci hotelowych sa kajaki, sprzet ABC, deski do surfingu, windsurfing, rowery wodne, katamaran itd., co bardzo nas ucieszylo. Nie nalezymy raczej do typow, ktore lubia lezec i wygrzewac sie godzinami. Pierwsze co dzisiaj zrobilismy to zanurzylismy sie w falach Oceanu Spokojnego. Jak cieplo, milo, relaksujaco….Potem sprobowalismy postzrelac z laseru („tiro con laser”). Udalo mi sie nawet kilka razy nie spudlowac, za to Norbi okazal sie w tej dyscyplinie rewelacyjny zdobywajac najwieksza ilosc punktow (32 pkt. podczas gdy inni mieli najwyzej 8 pkt. – wiadomo…Strzelecki). Plan aktywnosci dostepnych w ramach resortu byl tak rozpiety, ze mozna bylo wszystkiego wyprobowac. Ciekawe jest tylko to, ze ludzi chetnych na uprawienie sportu bylo naprawde niewielu – mala garstka pasjonatow. Po poludniu wypozyczylismy sprzet snorkellingowy i zanurzylismy sie w oceanie w poszukiwaniu podwodnych ciekawostek.. Niestety woda byla zbyt wzburzona i niczego nie mozna bylo dostrzec, a ponadto niewidoczne goym okiem meduzy kluly nas niemilosiernie (niczym przy akupunkturze), co sprawilo, ze szybko zrezygnowalismy z plywania. Na dodatek nadchodzil tropikalny deszcz, czarne chmury zakryly niebo, wiec umknelismy z plazy, zanim zaczelo mocno padac. Lunch, sjesta, jacuzzi… Kolacja przy muzyce Choralu Gregorianskiego –  owoce morza, biale wino, smak egzotyki…A potem show kostarykanskiego zespolu, Caipirinha i mily relaks…