W Otavalo na najwiekszym targu indianskim w Ekwadorze…

Wymeldowalismy sie z Levo Verde, bagaze zostawilismy na przechowanie w Hotelu Cayman , zjedlismy normalne tutejsze sniadanie, na ktore sklada sie tortilla jajeczna (lub jajka podane w innej formie na zamowienie klienta), 2 buleczki z serem podane na cieplo i kawa z czekolada (ktorej specyfika polega na tym, ze podaje sie w filizance cieple mleko, a do tego stawia na stole kawe rozpuszczalna i sypka czekolade…tak wiec do mleka wsypuje sie kawe…zdziwilo nas to troche…). Spotkac w Ekwadorze dobre espresso to trzeba miec wyjatkowe szczescie. Wlasciwie tutaj nie pija sie espresso.

Do Otavalo jechalismy 2 godz.15 minut, zeby zobaczyc najwiekszy targ indianski w Ekwadorze. Co prawda naprade duze targi odbywaja sie tutaj w soboty, ale z tego co slyszelismy rowniez codziennie mnostwo kramow rozstawionych jest na glownym placu handlowym miasteczka. I tak wlasnie bylo. Spedzilismy kilka godzin ogladajac roznosci i negocjujac ceny z Indianami. Ciekawe doswiadczenie, niemniej przyznaje, ze z Arabami w Maroko handlowalo sie lepiej i weselej… Po powrocie do Quito poszlismy szybko zjesc „pescado[ w naszej ulubionej „jadlodajni bez nazwy”. Dwoch policjantow siedzialo przy stoliku i pilnowalo porzadku. Z wielkim sentymentem zegnalismyy to miejsce… Nie mielismy duzo czasu, bo ostatni autobus do Latacungi mial wyjechac za 40 minut. Wobec czego pedem pomknelismy po plecaki do Hotelu Cayman i pobieglismy jak torpedy na trolejbus. W czasie drogi myslalam, ze nie dam juz rady z ogromnym ciezarem na plecach posrod TLUMU przygladajacych sie mi latynosow…Ale WYTRWALISMY. Wszystko jak w ukladance: niemal podstawiony trolejbus, szybki bieg przez dworzec i wskoczenie prawie na ostatni moment do autobusu jadacego do Latacungi. Perfekcyjnie! Znowu nam sie udalo! Po godzinnej trasie wyladowalismy na miejscu, taksowkarz zaoferowal nam podwiezienie do centrum za $1 (taksowki w Ekwadorze sa bardzo tanie, $1 to stala stawka w nieduzym miescie), po czym wskazal nam hostel, w ktorym mozemy smialo prznocowac – „Tullipuli” ($8 za os.). Musialam co prawda oswoic sie poczatkowo z dziwnym zapachem w pokoju, ale  w jakis sposob w koncu zasnelam. Jutro wyruszamy na wulkan Cotopaxi!