Loty w Nazca

Mentalnosc „agentow turystycznych” (w szczegolnosci w Peru) zastanawia nas i oslabia – niemal za kazdym razem. Wczoraj w hoteliku Estrellas del Sur cichaczem umowilem sie z gosciem na poranna rozmowe z agentka w sprawie lotu nad plaskowyzem. Pytam go czy proponuje mi cos nielegalnego, bo tak szepcze, na co oczywiscie odpowiada juz glosniej, ze absolutnie nie. OK. Pobudka o 7:00, schodze, pytam – babki nie ma. Za to jest „naganiacz hotelowy” z wczorajszego dnia. Pytam o mozliwosc lotu od rana, ale niestety jest sezon turystyczny i od rana nie da rady.. chociaz.. za moment podchodzi i mowi, ze bylby lot na 9:00. Super! Wplacam „jedyne” $120 (2 os) i umawiamy sie na spotkanie.

O 9:00 odbiera nas jakis „pomagier” tamtego i jedziemy na lotnisko. Wszystko pieknie, samolociki stoja i tylko czekaja na zabranie ludzi pod chmury. No wlasnie… stoja i czekaja… Po 30 minutach pomagier informuje nas, ze niestety pogoda jest kiepska, wieza kontrolna wstrzymala wszystkie loty i w zasadzie to on nas teraz odwiezie do hotelu, ale polecimy o 12:30. Co?! No chyba zwariowal – trzy razy rano pytalem naganiacza czy na pewno na 9:00 – oczywiscie, ze tak. Poza tym patrze w niebo – czyste – widze startujace samoloty… Jaka pogoda, jaka wieza!? Pomagier cos kreci. Mowie mu o swoich watpliwosciach i wtedy zaczyna mi tlumaczyc jak glupiemu, ze jest 10 firm i nie moga wszystkie na raz startowac. Oczywiscie, ze to rozumiem, ale czy ten facet rozumie, ze wczesniej umowilismy sie na 9:00 i lot byl potwierdzony (wg niego)? Przeszedlem sie po wszystkich firmach wzdluz lotniska – niestety najwczesniej o 11:30 – dla nas to juz wszystko jedno.

Lekko zniesmaczeni wracamy do hotelu, gdzie przeciez moglismy sobie rano pospac i wymeldowac sie dopiero przed 12:00, a tak zostaly nam walizki pod sciana :-) Ale nic to, wykorzystalismy ten czas na kupno nocnych biletow na autobus do Arequipy (dodzwonilismy sie do ksiedza Ryszarda i jestesmy juz umowieni).

Ostatecznie polecielismy o wyznaczonej godzinie. Linie swietne, sam plaskowyz i widoki tez :-) Samolocikiem troche miotalo i dobrze, ze nie zjedlismy duzego sniadania bo byloby z nami krucho – kolysanie na statku nie moze sie z tym rownac :-) 30-minutowy lot i ladujemy. Dostajemy certyfikaty i wracamy do hotelu. Po locie musimy dojsc troche do siebie, wiec wyszukujemy bodajze najlepsza i najprzyjemniejsza restauracyjke w miescie i rozkoszujemy sie porzadnym jedzeniem, w koncu! Przy okazji sprobowalismy lokalnego rumu – pisco – bardzo dobry z limonka i spritem :-)

Reszte dnia odpoczywamy, nie ma co sie spieszyc, a w nocy do Arequipy. Sciskamy serdecznie, czesc i czolem! :-)

PS. doszlismy do wniosku, ze w Peru, gdziekolwiek mozna ludzie probuja cie oskubac. Poprosisz wode i slyszysz „3 soles”… spojrzysz z usmiechem i niedowierzaniem – „ok, 2 soles”. I tak jest na kazdym kroku. A jak wyciagniesz od razu i zaplacisz tos frajer :-) „Bialy” nie jest tu do konca przygotowany do handlu. I to wlasnie w Peru bardzo denerwuje, niestety. W Ekwadorze jest inaczej, na cale szczescie.